czwartek, 28 lipca 2016

Światowe Dni Odzieży

No to miałem pisać co to strasznego mnie spotkało, jak od tych hotstess ostatnio wracałem. Ech, tydzień minął...a ja nadal nie ochłonąłem.

Na przystanku do autobusu (wygooglałem, że ten wielki samochód tak się własnie nazywa) wsiadło tyle ludzi, że tyle to nawet w tych Chinach co kombinowałem jak się wydostać, nie spotkałem. No mówię Wam, miliony... A byli tak kolorowo ubrani, że od razu spodobały mi się te ich ubranka. Mówili i mówili wciąż o jakichś Światowych Dniach Odzieży. No to pomyślałem, że skoro mają taką fajną odzież, i mówią o jej światowych dniach, to na pewno muszę tam pojechać.

Przysunąłem się do takiej jednej panienki, tej która miała najkrótszą spódniczkę, no i pytam gdzie to takie Dni się odbywają. Ale miała ładne nogi, mówię Wam, ale ładne... Powiedziała, że w Krakowie. Myślę sobie - Kraków - nie byłem, pojadę z nią!

Ach, ależ te kobiety mnie ubielwiają...ale ubielwiają... Chwilę później jechaliśmy na dworzec, skąd miał być pociąg do Krakowa. Jestem już wytrawnym pociągowym podróżnikiem, więc wiedziałem czego się spodziewać i zabawiałem panienkę ciekawą rozmową (wiecie że nie lubiła piwka! Chlip...).

Kiedy dojechaliśmy na dworzec, pomyślałem, że śnię - tam było jeszcze więcej ludzi niż na plaży w Mielnie. Parawaning mam opanowany (jak nie wiecie co to, to Wam niedługo napiszę), więc pobiegliśmy na pociąg. Gienia - bo tak miała na imię - wsiadła do pociągu, a ja się nie zmieściłem.

Nie pojechałem na Światowe Dni Odzieży. Idę googlać co to pielgrzyb.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza