To ja!

Cześć, jestem Żulian!

Piłem sobie kiedyś piwko...bezalkoholowe jak zawsze... no tylko 5% miało, tylko 5%! Pod monopolowym w Donżulianicach, obok tej...no... Laponii (tam, gdzie Mikołaje pracują raz w roku, a przez pozostały rok popijają piwko). W połowie puszki przyszedł Stefan w stroju Mikołaja, no i mówi jaką to fajną robotę znalazł - jutro praca, a potem rok zupki chmielowej. Przymierzyłem jego roboczy czerwony kubraczek, no i wtedy mnie dopadli, ech!

Bezwzględni, głupi żulicjanci! Pomylili mnie ze Stefanem i zabrali do innych Mikołajów. Za to piwko za karę dostałem dodatkową listę dzieci, którym musiałem zanieść prezent. Do Chin! A wiecie, co to było? Śrubki, wyciskacze do cytryn i tona badziewia, które potem na Aliexpresie kupujecie.

Miałem dosyć tej ich biurokracji więc poleciałem od razu (jeszcze chwila, i by mi Koreę Północną dorzucili!). A że zapomniałem, że wypiłem chwilę wcześniej piwko, to zabrali mi prawko na renifery. Pech chciał, że akurat byłem nad Chinami. Prawko mi zabrali, sanie odholowali, a ja zacząłem kombinować, jak się z tych wielkich Chin wydostać.

Trochę minęło, zanim udało mi się dostać na brzeg jakiejś rzeki. Akurat stał w niej statek, który zabrał mnie z dalekich Chin do polskiego Empiku. Chciałem potem wymknąć się dalej na Zachód, ale za punkty Payback kupił mnie taki jeden koleś (któremu teraz podpijam piwko z lodówki).


Młody może  już nie jestem, ale odżyłem w tej Polsce. Opowiadam bajki, mam kilku kumpli na dzielni, piję z nimi piwko, oglądam się za laseczkami. Ostatnio postanowiłem zostać blogerem. Tyle o tym lajfstajlu już się naczytałem, że sam postanowiłem opowiedzieć Wam o moim stajlu na lajf.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza